poniedziałek, 11 maja 2015

Książki - z czym to się je?

 Hello wszystkim, dzisiaj przychodzę do was z taką moja mini opinią na pewien często poruszany temat - czy warto czytać książki? Od razu na wstępie powiem prosto - tak. Tu już nawet nie chodzi o inne poglądy na świat czy inne takie bajery, książki są jednym z najpiękniejszych rzeczy, jakie stworzyli ludzie. Ale bez przedłużania przedstawię wam kilka faktów, które to potwierdzą.


Czytanie uczy wrażliwości

 Niektórym może wydać się to dziwne, jednak dla mnie jest to najważniejsza rzecz, jaką czynią książki - uczą nas myśleć samodzielnie, uczą nas dostrzegać inaczej świat. Dzisiaj mamy do wyboru wiele gatunków, od horrorów do książki dla dzieci i każda z nich może nas czegoś nauczyć. Zaczynamy cenić słowo i przesłanie, jakie może być w nim zawarte. Nawet ze zwykłej książki dla dzieci możemy poznać delikatność i dobro, z jakiego składa się dziecięcy świat. Przez książki nie raz już przekazywane są pozytywne myśli i rady, ważne lekcje, których czasami po prostu nie mamy jak się nauczyć. Może nie zauważycie tego od razu, ale z książką na książkę podejdziecie do paru spraw inaczej, zaczniecie zauważać rzeczy wcześniej dla was niewidoczne, a teraz tak oczywiste. Nie musicie czytać od razu jakiś głębokich rozpraw filozoficznych, dobra książka zawiera zawsze w sobie jakieś prawdy.


Jeżeli nie zaakceptuje Cię realny świat, książki to zrobią

Teraz pewnie niektórzy powiedzieliby - "Ale przecież trzeba się socjalizować, wychodzić do ludzi!". No tak, człowiek jest stworzeniem potrzebującym kontaktu z innymi, ale nie każdy ma tyle szczęścia, by tych innych mieć. Są osoby odtrącone od społeczności, choć tak naprawdę są wyjątkowo idealni. Jednak światem od lat rządzi zasada "normalności" i każdy, kto się wyróżnia, jest wyrzucany ze społeczeństwa. Na przestrzeni lat jednak ta zasada powoli zanika za zasługą wielu ludzi walczących o prawa innych. Lecz nie zawsze można pomóc wszystkim i znajdują się osoby skazane tylko na siebie. Wtedy do życia warto wprowadzić książki. Książki nie ocenią cię po wyglądzie, kolorze skóry czy płci. Książki zaakceptują Cię i dadzą nowy świat, w którym masz szansę się odnaleźć. Pomogą przetrwać Ci trudny okres, pozwalając na wejście do ich świata i zatopienia się w nim. I nie ma w tym kompletnie nic złego. Każdy jest inny i musimy o tym pamiętać.

Książki uczą nie tylko czuć

Tak jak wcześniej wspominałam, czytanie uczy wrażliwości, dostrzegania świata inaczej. To jednak nie wszystko, czego możesz się z nich nauczyć. Akceptacja, tolerancja, asertywność - to jedne z wielu rzeczy i cech, których nabędziesz. Nie zapominajmy też o jeszcze jednej sprawie - większym zasobie słów i ortografii. Sama doświadczyłam na własnej skórze, jak czytanie w tym pomaga. Większy zasób słów może nie wydawać się czymś potrzebnym, ale prędzej czy później Ci się przyda. Wypracowania szkolne, podania o prace, same wypełnianie papierów w biurze - słowa towarzyszą nam wszędzie, a im więcej ich znamy, tym więcej mamy dostępnych nowych horyzontów. Co do ortografii - chyba każdy będzie miał szacunek do kogoś, kto nie będzie pisał "gura" lub "wkrutce", prawda?

Ale przecież na książki marnuje się drewno...

...tak jak na wiele innych rzeczy w życiu codziennym

Zawsze będzie śmieszyć mnie argument typu "ale na książki marnuje się drewno". Nie oszukujmy się, marnujemy w swoim życiu wiele rzeczy, pieniądze, światło, wodę i inne takie. Drewno jest wyczerpywalne i mimo wszystko potrzebne w tych czasach. Jednak przypominam, że podcieramy się czymś takim, co zwane jest papierem toaletowym, który w większości przypadków jest wykonany z drewna. Przynajmniej książek nie spuszczamy w toalecie.

Zakończę ten post wspominając jeszcze o jednej rzeczy - może do czytania zniechęciły was lektury szkolne, lub uważacie to za zajęcie dla "kujonów i mózgowców", wtedy powiem wam jedno: czytanie czyni z was fajnych ludzi i nie jest to tylko coś, co macie robić pod przymusem. Żyjemy w jednym świecie, jednak możemy tworzyć inne.
Spróbuj dać szansę książkom, a tego nie pożałujesz.

wtorek, 5 maja 2015

Pierdu Pierdu

Witam wszech i wobec, z tej strony Liściu i chciałam dzisiaj trochę ponarzekać (w sumie robię to cały czas). Ostatnio mam jakieś mega chujowe dni, ale to w sumie nie nowość. Tak btw widział ktoś nowy wygląd Interii? Fuck u poczto, takie unowocześnianie jest denerwujące ;_: Jeżeli narzekam na strony, to też podłącze pod to tumblera i jego mechanikę, kiedy ma się dwa blogi. Niechcący zaspamiłam mój główny blog zamiast mojego pobocznego, plus zmieniłam nie temu co trzeba wygląd (': (((jeżeliby ktoś chciałby zobaczyć mojego tumblera i może zaobserwować, niżetopoponujęskądzę, to zapraszam tu.))) Koniec końców nie mogłam przywrócić starego wyglądu i dałam nowy, nadal nie pasujący to multifandomowego shitu, jaki tam rebloguję.
 Kupiłam ostatnio też mnóstwo książek, za które powoli zamierzam się zabrać (w tym zaczęłam wypożyczać ze szkolnej biblioteki, bo jak się okazało, były tam całkiem fajne egzemplarze). Pierwszą, którą skończyłam była "Przysięga"Kimberly Derting. Książka według mnie rozkręciła się pod koniec, choć samo zakończenie było... dziwne. (wybaczcie, że tyle razy używam było, ostatnio często nadużywam wyrazów :'D). Żałuję, że autorka zamknęła wszystko w obrębie miasta i stworzyła przewidywalne akcje i średnich bohaterów. Sam pomysł - świetny, jednak potencjał niewykorzystany. Kolejną był klasyk, czyli pierwszy tom Harry'ego Pottera (nie bijcie, że nie czytałam tego wcześniej). Sama książka jest napisana bardzo przyjemnym, nawet trochę infantylnym stylem, ale przez to jest bardzo przyjemna do czytania. W sumie ostatnia jak na razie był Mały Książę (tak tego też wcześniej nie czytałam ;_;) - zakochałam się w tej książce. Ostatnio zaczęłam nawet często używać zwrotu "oswajać" (': Pięknie napisana, w takiej małej ilości słów było wiele treści.
Pokaże wam jeszcze, co Liściu robi, gdy ma już za dużo internetów (':





SAILÓR MÓN POWA

Przepraszam


niedziela, 5 kwietnia 2015

Recenzja Tokyo Ghoul √A



Witam wszem i wobec wszystkich tu zebranych, dzisiaj mam dla was skończonego w sumie nie tak dawno anime - drugi sezon Tokyo Ghoul'a. Jeżeli ktoś nie jest zaznajomiony z pierwszym sezonem, to radzę go obejrzeć i wrócić, aby przeczytać tę recenzję...i nie brać się za drugi sezon. I gdyby ktoś byłby ciekawy mojej niepełnej i starej opinii o pierwszym sezonie, to zapraszam to tego postu.

A, i uwaga, będą się sypały spojlery.




Opis: Ten sezon nie śledzi dalszym losów bohaterów opisanych w mandze, a jest oparty na nowo napisanym scenariuszu przez autora mangi. Po tym jak Kaneki po wielu torturach pokonał Yamoriego, postanowił wstąpić do Aogiri - organizacji ghoul, która swoją siedzibę ma w 11 "strefie" (ward). Czemu to zrobił? Co z tego wyniknie? Nikt nie wie.



Muzyka: Zacznijmy od elementu, w którym była znaczna zmiana. Po świetnym "Unravel", które oddawało idealnie całą tematykę i nastrój TG, przyszła kolej na "Munō", opening mający mieć głębokie znaczenie, lecz osiągnął przeciwny efekt od zamierzonego. Nie oszukujmy się, nie jest ani chwytliwy, ani przyjemny do słuchania. Niektórzy twierdza, że pasuje do całego klimatu drugiego sezonu, który miał niby być bardziej skupiony na psychicznych aspektach przemiany, taki psychological thiller. Mi szczerze nic nie zastąpi "Unravel", bo wprost zostało stworzone do tego serialu. Kolejny podpunkt - muzyka w tle. Prawie nie było jej słychać, przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie. Po przesłuchaniu soundtracka muszę przyznać, że była naprawdę fajna i może faktycznie mi umknęła.  Mogę szczerze pochwalić ending, ponieważ był jedynym plusem muzycznym w tym sezonie. Daję muzyce 7/10.



Kreska i animacja: Kreska TG zawsze była bardzo ładna, jedna z najładniejszych, jakie widziałam. Jednak dynamika totalnie umarła w tym sezonie. Było kilka momentów wartych uwagi, lecz w większości to były słabo animowane walki, które i tak zostały na chama ocenzurowane. Warto pochwalić końcowe obrazki, inne w każdym odcinku. Sekwencja openingowa też straszna nie była, fajnie został przedstawiony cały proces akceptowania przez Kanekiego tego, że jest ghoulem. Dizajn bohaterów jak zawsze był świetny, co zawsze było plusem tej serii. Było o wiele więcej mojego ślicznego Ayato i Juuzou, co jest jeszcze większym plusem, choć filiżanka występowała częściej od Kanekiego...ale to juz poruszę w bohaterach. Podsumowując o grafice - było parę momentów, które wyszły studiu Pierrot epicko, ale większość to była sztywna animacja i umarnięta dynamika, co daje jakieś 9/10 za kreskę i mocne 2/10 za dynamikę i animację.


Bohaterowie: Zacznijmy od minusów - brak developmentu charakteru Tsukiyamy. Był nadal fab i sass, jednak... tylko własnie taki był. Nie wykorzystano wielu scen z mangi, bo nie miały sensu w dalszym rozwoju fabuły w drugim sezonie, przez co pozbawiono Tsukiyamy połowy charakteru. Drugi minus to wprowadzenie bliźniaczek Kurony i Nashiro. Dali trochę wspomnień Juuzou, niby bliźniaczki do trzeba było wykorzystać, ale później... po prostu znikły. Nic się z nimi wyjaśniło, ni nic. Cały potencjał postaci poszedł się kochać. Minus numbero tres to częstotliwość pojawiania się Kanekiego w anime. Uwierzcie, filiżanka naprawdę występowała na początku częściej niż on. Dodatkowo nie było do końca pokazanej jego psychicznej przemiany, która odgrywała kluczowy element w mandze. Jedziemy dalej - totalne pominięcie Uty, Yomo i reszty. To teraz plusy. Więcej Ayato, pokazanie jego uczuć ww stosunku do ojca, ogólnie lekkie rozwinięcie jego postaci. Duże skupienie się też na przeszłości Juuzou, wyjaśnienie, dlaczego jest taki, jaki jest, ukazanie jego więzi z Shinoharą. Ogromnym plusem jest dla mnie też danie wątku Ukiny i Yoshimury, przez który prawie się popłakałam. No i idąc tym tropem Eto też była swojego rodzaju atutem tej serii, choć ja jej szczerze nienawidzę. Oczywiście pojawiła się Tousukaka, nie robiąc nic pożytecznego przez cały sezon. Kto by się spodziewał? Przedstawiono kilka nowych postaci, jakimi byli np. Takizawa, Akira (obecna trochę w pierwszym sezonie, ale mało się o niej dowiedzieliśmy), Naki (chociaż jego wątek zostawiono niewyjaśniony) i inni. Nie zapominając o Irimi i Komie, których bardzo polubiłam, jednakże też brakowało mi informacji o nich. Największym miłym zaskoczeniem tego sezonu był Hide... ///cries
Drugi sezon TG oferuje wiele dobrze zbudowanych postaci, jak i tych, o których zapomniano lub pominięto. Nie mogę jednak zaprzeczyć temu, że każda z nich była wyjątkowo. Z czystym sumieniem daję 6.5/10, bo pomimo świetnych bohaterów, w tym sezonie zapomniano o tych bardziej znaczących.




Fabuła: Tak jak wspominałam na początku, fabuła nie śledzi historii z mangi. Opiera się na podstawie nowo napisanego scenariusza przez autora oryginału. Cały pomysł z tym, że Kaneki wstępuje do Aogiri, aby ochronić swoich najbliższych stanowił ciekawy element, lecz uważam, że nie wykorzystano jego potencjału. Cała historia miała strasznie luki, nie wyjaśniono mnóstwo ważnych kwestii, uśmiercono bohaterów, którzy powinni żyć (no dobra, jednego, ale za to jakiego ;_;), a tych, którzy powinni umrzeć zostawiono przy życiu. Cały wątek Aogiri został tak słabo zrobiony i przedstawiony, że warto sięgać do tego tytułu tylko po to, aby zobaczyć, jak wyglądają animowani bohaterowie z mangi, szczególnie ich Kagune. Fabuła mogła się rozwinąć w dobrym kierunku, jednak za dużo rzeczy zostało wyciętych, za mało wstawionych, i tak powstał ser szwajcarski. Daję fabule 3/10, a tym, którzy chcą obejrzeć drugi sezon, a nie czytali mangi, powiem jedno:

READ THE FUCKING MANGA.

serio, anime to jak Biblia, a manga to Evangelion



środa, 18 marca 2015

Kami no ataeshi kuusou Program


B o g o w i e.
Nieśmiertelne, potężne istoty, które władają Czyśćcem. Obserwują każdy twój krok. Mogą cię zniszczyć, kiedy im podpadniesz. Chociaż czasami korciło mnie, aby zrobić coś niedozwolonego, aby wydostać się z tego więzienia.
Ale każdy boi się woli Bogów. Nawet ja po pewnych zdarzeniach wolę siedzieć cicho i grzecznie, aby nie narazić się na ich gniew. Oni mogą wysłać się do miejsc gorszych od Czyśćca. Do miejsc, gdzie każdy twój grzech będzie błagał o rozgrzeszenie. Gdzie twoje demony będą próbowały wypełznąć z twojej duszy, aby tylko nie być t a m.
Tak naprawdę to jeden poważny błąd i możesz pożegnać się z czymkolwiek ludzkim i normalnym. Piekło byłoby dla ciebie niczym niebo, gdybyś pobył tam kilka lat. A może nawet wystarczyłoby parę dni.
Chodzą plotki, że czasami ci biedacy, którzy trafiają t a m zyskują taryfę ulgową i mogą wrócić do Czyśćca (lepszy rydz niż nic). Jednak powoli tracą siebie. Nie mogą tego wszystkiego wytrzymać. Rozpadają się. Powoli, kawałek po kawałku. Ich dusze usychają, próbując wydostać się ze skorumpowanych ciał. Oczywiście, jeśli ktoś jeszcze takową posiada. Więc patrząc trzeźwym okiem na sytuację, tak czy inaczej oszalejesz i stracisz swoje człowieczeństwo.
Ale czy i tak nie jest na Ziemi?
Kiedy już wejdziesz na jakąś drogę, nie dasz rady z niej wyjść. Chociaż w moim więzieniu są tylko dusze, to są one bardziej żałosne od ich cielesnej powłoki. Jesteś tutaj całkowicie sobą, żadnych fałszywych masek, za którymi możesz się ukryć.
Ha, jakie to by było niszczące dla paru osób.
Wracając do tematu Bogów – jest tu pewien dupek, który męczy mnie od początku, kiedy przybyłam do Czyśća. Chciał czy nie chciał, nie mogę mu się postawić, bo pewnie tego pożałuję, choć czasami mam ochotę naprawdę mocno przywalić mu w tą jego idealną, boską facjatę. Pomijając fakt, że jest to fizycznie niemożliwe. Bogów nie można dotknąć, bo nigdy nie odwiedzają nas we własnej osobie. Pojawiają się jako „hologram” z którym można tylko porozmawiać. Wprowadzono to dlatego, bo „prawdziwa obecność Bogów może doprowadzić do postradania zmysłów”. No, tu muszę się zgodzić, sama myśl o nich irytuje człowieka. Duszę. Czymkolwiek teraz jestem.
Jeszcze raz wracając do tematu – ten dupek każe zwać siebie Kserionem. Próbuje udawać jakieś greckie bóstwo (może to porównanie jest nietrafne, bo mimo wszystko jest swojego rodzaju bóstwem). Jego wygląd jest jedyną dobrą rzeczą.
„Jest dziwnie piękny, niczym noc bez gwiazd.”
Okropny charakter, egoistyczny i narcystyczny, cały czas wtrąca się w nieswoje sprawy, wybuchowy niczym Wezuwiusz, chce, aby wszystko działo się działo się według jego zasad. Nie wiem czemu, ale każdy się go boi. Może to z przyzwyczajenia? Strach, który mamy już w siebie wpojony.


Urodziliśmy się w strachu.


niedziela, 8 lutego 2015

Po świętach i wielu nerwach

Witam wszystkich wszem i wobec w nowym roku! Mam nadzieję, że będzie lepszy od poprzednich. Jak obiecałam, tak po pewnym czasie robię post święteczno-organizacyjny, w którym pokazuje rzeczy, które ostatnio nabyłam lub dostałam i je trochę ocenię, jeżeli już je przeczytałam/zagrałam/zobaczyłam/cokolwiek z nimi zrobiłam. Więc nie przedłużając, bo moje życie ostatnio jest trochę monotonne ze względy na szkołę .

wybaczcieżezdjeciasąrobionetelefonemjestemzbytleniwaabywyciągaćaparat

No.6 #1


#prezentświąteczny
Manga ta opowiada o chłopaku imieniem Shion, który pewnego razu udzielił schronienia Szczurowi aka Nezumiemu, tym samym zapewniając inteligentnemu chłopakowi spadek do najniższej rangi z elity.. Później, gdy Shion już trochę urósł, był świadkiem dwóch nagłych śmierci, a władze specjalnie zwaliły winę na niego, przez to, że mówił źle o rządzie.
Manga jest świetna, bardzo mi się spodobała, czekam, aż wydadzą kolejne tomy w Polsce c':

Fullmetal Alchemist #1-4


#prezentświątecznyopróczpierwszegotomu
Chyba nie muszę przedstawiać nikomu tej mangi, bo jest jednym z najlepszych i najbardziej znanych. Pierwszy tom kupiłam sobie już dawno temu, a tomy od 2-4 dostałam na święta. Obowiązkowa pozycja dla każdego, kto interesuję się mangą i anime, bo jest bardzo dobra i tania.

Mirai Nikki - Pamiętnik Przeszłości #1



 #prezentświateczny
Manga dosyć świeża w Polsce, jednak anime na jej podstawie jest już dawno znane. Fabułą jest ciekawa, chociaż odstrasza mnie trochę dizajn postaci i ciotowatość głównego bohatera c': Ogólnie opowiada ona o Yukiteru Amano, chłopaku, który prowadzi pamiętnik na telefonie komórkowym . Pewnego dnia okazuje się, że ma w nim zapisane wydarzenia na następne dni. Tym samym zostaje wplątany w grę o tron boga. Ale kupię kolejne części, bo jestem ciekawa, jak to wszystko dalej się potoczy.

Książę Piekieł #1-3

#prezentświąteczny
Seria kupiona dlatego, że była na promocji na Yatta i szczerze nie żałuję jej kupna. Opowiada ona o inteligentym i niewierzącym w rzeczy nadprzyrodzone Williamie, potomku proroka Salomona. Ma on wybrać następnego władcę piekieł. Dowiaduje się tego w momencie, gdy firma jego ojca zbankrutowała, a w jego piwnicy pojawił się potężny i przystojny demon Dantalion Bardzo mi się podobała, ma świetną kreską, fabuła jest oryginalna a bohaterowie są przystojni i zróżnicowani. I jest mnóstwo shipów, ale WilliamxDantalion forever.

Karneval

Kupiłam go jakoś tak w listopadzie. Manga zaczęła się dosyć nietypowo, ale znowu jest tu oryginalna historia. Nai szuka swojego brata - a jedyną rzeczą, jaką mu zostawił jest tajemnicza bransoletka. Wkrótce naiwny chłopak spotyka Garekiego i tak rozpoczyna się jego przygoda z Cyrkiem. Nie za bardzo podoba mi się kreska autorki, jednak nie jest to aż takim wielkim problemem. Nai jest trochę denerwujący, ale może w przyszłych tomach sytuacja ulegnie zmianie.

Deadman Wonderland #1



Manga rozpoczęła się od razu super brutalnie. Ganta jest świadkiem wymordowania jego całej klasy, który jako jedyny ocalały zostaje oskarżony za te wszystkie morderstwa. Trafia do wyjątkowego więzienia - Deadman Wonderland - w którym musi walczyć o przetrwanie.  Kreska kojarzy mi się trochę ze starszym stylem, szczególnie wygląd bohaterów, co nie zmienia faktu, że jest ładna. Tak  btw. to na podstawie mangi wyszło też anime, które ma świetny opening c':

Notes Death Note

Atrapa Death Note. Kupiłam ją od koleżanki i nie żałuję, bo jest fajnym dodatkiem dla fanów serii. Zdziwiłam się, bo w środku są nawet wszystkie osoby, które Light wpisał (znaczy, część z nich, w było ich w ciul dużo).

Seven Days #1



#prezentświąteczny
Lekkie i przyjemne shounen-ai. Kreska nie jest najpiękniejsza, ale nie przeszkadza to w czytaniu. Jako iż seria ma tylko dwa tomy, to myślę, że warto ją kupić bo nie będzie to duży wydatek. Jestem leniem i wkleję opis z Yatty :v
"Shino znany jest z tego, że mówi to, co mu ślina na język przyniesie. Dziewczęta doceniają jego urodę i chętnie się z nim umawiają, lecz przy bliższym poznaniu czar pryska. Przypadkiem Shino dowiaduje się, że Seiryou Touji, uczeń tej samej szkoły, w każdą niedzielę kończy kolejny związek, a pierwsza osoba, która w poniedziałek go o to poprosi, zaczyna z nim chodzić.. Zaintrygowany Shino postanawia sprawdzić, ile jest w tym prawdy..."

Death Note #1-3



#2i3tomtoprezentświąteczny
Pierwszy tom kupiłam gdzieś we wrześniu, a na drugi i trzeci musiałam niestety czekać aż do grudnia. Fabuła Death Note skupia się na młodym geniuszu - Light'cie Yagami, który był zwykłym uczniem, dopóki w jego ręce nie trafił Death Note upuszczony przez boga śmierci Ryuka. Po wpisaniu imienia i nazwiska kogoś do Death Note'a zginie on w przeciągu 40 sekund. Manga ma świetnie prowadzoną historię, bardzo ładną kreskę i wciągające walki umysłowe bohaterów. Bardzo polecam serię, chociaż boję się, że jej poziom spadnie, gdy do akcji wkroczy najbardziej denerwująca postać serii, czyli Misa c':

Adventure Time #1


#prezentświąteczny
Świetnie wykonany komiks, fajny prezent dla fanów Pory na Przygodę. Humor trzyma poziom serialu, plus są śliczne dodatkowe okładki i rysunki.

Wiedźmin: Dom ze szkła



Kupiony w Empiku. To w sumie mój pierwszy pełnoprawny amerykański komiks. Podobał mi się, chociaż gdybym wiedziała, co się w nim znajduję nie kupiłabym go za te 50 zł.

Ao No Exorcist



Manga zakupiona od koleżanki. Podoba mi się w niej to, że na końcu są umieszczone rodzaje demonów występujących w tomie i ich opisy. Historia skupia się na Rinie Okumurze, który pewnego dnia dowiaduje się, ze on i jego brat Yukio są synami Szatana, jednak tylko on odziedziczył po nim moce. Wszystkie demony nagle zaczęły na niego polować i albo chcą go zabić, albo zaciągnąć do świata demonów. Pominę tutaj kilka spojlerów i powiem tylko, że Rin trafia do Akademii Prawdziwego Krzyża, do której uczęszcza też jego brat i tam szkoli się na egzorcystę (oh ironio).

Are you Alice? #1

#prezentświąteczny
Spodziewałam się czegoś zupełnie innego po tym tytule i trochę się zawiodłam na pierwszym tomie. Drugi miał już w sobie trochę więcej ogarnięcia i logiki niż pierwszy. Wielkim plusem jest śliczna kreska i przystojny główny bohater :~D (chociaż nie jest zbyt sympatyczny tbh). Tutaj zarąbie opis ze strony Waneko D:
"W Krainie Czarów każdy ma swoją rolę do wypełnienia i zadanie do wykonania, lecz w tej wersji znanej wszystkim powieści praktycznie nic nie jest takie jakim pamiętamy. Alicja jest mężczyzną i ma za zadanie zabić Białego Królika, Szalony Kapelusznik ma mu w tym pomóc, Królowa Kier sprawuje rządy twardej ręki nad całą krainą, zaś Kot z Chershire… Cóż, Kot jest Kotem i chodzi swoimi ścieżkami. Czy jesteście gotowi na wizytę w Krainie Czarów?"

Exitus Letalis #1

Początkowo nie wiedziałam, że to komiks polskiej autorki D: Kreska jest śliczna, ale po pewnym czasie zaczął mnie irytować humor użyty w tej mandze - dla mnie jest zbyt wulgarny ;;; W drugim tomie jednak akcja skupia się na tajemnicy i jest pokazywana przeszłość bohaterów. Jeżeli ktoś już wcześniej miał styczność z twórczością Katt, to ta pozycja mu się spodoba.

Sailormoon #1

#prezentświątecznyXD
Chyba nikomu nie muszę przedstawiać tej mangi :'D Jedno wielkie zbiorowisko nieogarniętości, magicznych dziewczynek i księżycowej mocy. W pewnych momentach totalnie nie ogarniałam co se w niej dzieje, ale cśś c':

A więc to wszystko (nie licząc książek, ale dostałam tylko Jedyną) (oraz gadżetów, ale cśś). Ten post napisałam z super opóźnieniem przez moje wielkie lenistwo :'D



poniedziałek, 2 lutego 2015

...?

 Ostatnio boję się ludzi. Boję się, że znudzą mi się. Zaczną mnie irytować, przestaną mieć jakiekolwiek znaczenie. Ich towarzystwo zacznie mi ubliżać. Zirytują mnie swoim próbowaniem zrozumienia mnie, mówiąc, że wiedzą jak to jest. Kiedy oni tak bardzo chcą mi pokazać, że są ze mną, chociaż ja zawsze będę sama. A później widzę, jak powoli się oddalają. Odchodzą. Są mi tak strasznie obcy, jakbym ich nie znała. Zabierają ode mnie tą cząstkę, którą najpierw mi dali. Zawsze znajdą kogoś bardziej interesującego. Człowieka w tych czasach tak łatwo wymienić na lepszy model.
 Ale wtedy można dostrzec wartość innych. Wiesz, że nawet gdybyś wyciągnął rękę w ich stronę, nawet jeślibyś biegł za nimi wieki, oni już nie będą znowu twoi. Oni się nie zatrzymają, nie złapią twojej wyciągniętej ręki. A ty będziesz gonił za nimi, jak świnia, mając nadzieję, że zdołasz wszystko naprawić. Że te otwarte rany się zagoją, ale wkrótce poszerzają się jeszcze bardziej, rozdrapywane ostrą granicą między wami.  Kiedy odpuścisz już sobie pogoń za tą osobą, pewien kawałek ciebie obumiera nieodwracalnie. 
 W tym czasie, w czasie tej beznadziejnie niekończącej się tułaczki, zaczynasz widzieć kłamstwa tej osoby. Coraz bardziej zaczynasz jej nie ufać. Patrzysz się na nią z boku, próbując znaleźć na to wszystko wyjaśnienie. Czemu tak postępuje? Czemu odrzuca ciebie dla kogoś innego, chociaż wcześniej zaakceptowała, że będziesz częścią jej życia? Czemu nie widzi, jak bardzo cię rani? Czemu już jej nie wystarczasz?
 Świat jest miejscem pełnym ludzi, ludzi, którzy często dopada nieszczęście, ale później nastaje dla nich czas szczęścia. I tak toczy się koło życia dla nas, stworzeń, które jako jedyne potrafią docenić piękno tego świata i jako jedyne je zniszczyć. Tak często zapominamy, że inni to żywe istoty, potrafiące czuć, płakać samotnie w towarzystwie innych lub śmiać się do łez. 
A więc czemu próbujesz mnie zrozumieć, skoro i tak mnie zostawisz, przyjacielu?

czwartek, 15 stycznia 2015

Take Me to Church

Helló, witam was dzisiaj z czymś innym na moim blogu, a dokładnie to z moją refleksja na temat tekstu piosenki "Take Me to Church".  Od razu mówię - ten post nie ma nikogo obrazić, ponieważ są tu poruszane kwestii religijnej. Jest to raczej jednorazowy post tego typu, bo po prostu tekst tej piosenki mnie zainteresował, a jej samej słuchałam przez dobrych kilka dni. A więc - gotowi?

My lover's got humour
She's the giggle at a funeral
Knows everybody's disapproval
I should've worshipped her sooner

W pierwszych zwrotkach ktoś opowiada o swojej kochance, mówiąc, że ma poczucie humoru i jest chichotem na pogrzebie. Według mnie osoba, która wypowiada te słowa, tymi słowami mówi po prostu, że jego ukochana jest inna od wszystkich, jest wolniejsza i szczęśliwsza w tym ponurym świecie porównanym do pogrzebu. Ona wie, że ludziom dookoła nie podoba się jej postawia, jednak nadal zostaję sobą. Bohater (tak go nazwijmy) mówi, że powinien to zauważyć wcześniej i zacząć się nią interesować.

If the Heavens ever did speak
She is the last true mouthpiece
Every Sunday's getting more bleak
A fresh poison each week

Bohater mówi, że jego kochanka byłaby ostatnim prawdziwym prorokiem, gdyby niebiosa by przemówiły. I tu moim zdaniem bohater zarzuca prawdopodobnie kościołowi przekazywanie nam fałszywych informacji, albo nie robienie tego, jak powinien, a kochanka ma czysty pogląd na świat i będzie głosiła prawdę. I w następnych dwóch linijkach mowa już o tym, co przed chwilą powiedziałam - kościół co niedzielę wpaja w ludzi nową truciznę w postaci kłamstw.

"We were born sick" - you heard them say it
My church offers no absolutes
She tells me "worship in the bedroom"

Urodziliśmy się chorzy, słyszałaś, jak to mówią - możliwe, że mowa tu o tej inności, odstawania od społeczeństwa, którą ludzie cały czas wytykają parze. Kościół, nawet gdyby chcieliby się rozgrzeszyć, nie udzieliłby im tego sakramentu, bo odbiegł już dawno od swojego pierwotnego celu. Kochanka mówi mu, aby wielbił ją w sypialni... może to być aluzją do złamania przysięgi czystości przed zawarciem małżeństwa.

The only heaven I'll be sent to
Is when I'm alone with you
I was born sick, but I love it
Command me to be well
Amen. Amen. Amen

Dla bohatera jedynym niebem będzie to, gdzie znajdzie się sam na sam ze swoja kochanką, nie będzie musiał udawać kogoś innego, dopasowywać się do norm społeczeństwa. Mówi, że urodził się chory, ale to kocha, czyli akceptuje swoją inność, jednak prosi, aby jego kochanka nakazała mu wyzdrowieć. Nagle bohater wypowiada kilka razy "Amen", jakby skończył swoją modlitwę do swojej ukochanej. "Amen" może znaczyć też "niech tak będzie".

Take me to church
I'll worship like a dog at the shrine of your lies
I'll tell you my sins and you can sharpen your knife
Offer me that deathless death
Good God, let me give you my life 

Bohater mówi - zabierz mnie do kościoła - chce, aby kochanka zabrała go do ołtarza gdzie złożą przysięgę małżeńską, jednak dla niego będą to kłamstwa, których i tak wysłucha i w nie uwierzy. Mam wrażenie, że nagle zachodzi tu zmiana charakteru kochanki - zaczyna być taka jak inna, "zdrowa", i tutaj mogę przywołać linijkę I should've worshipped her sooner, która, jeżeli biorąc pod uwagę trafność mojej teorii, nabiera teraz trochę innego znaczenia. Bohater żałuje, że nie zainteresował się nią wcześniej, zanim ta zaczęła iść za tłumem. Jednak bohater nadal ja kocha i szanuje, oddałby dla niej nawet swoje życie, a ona miałaby mu dać nie-śmiertelną śmierć (czyżby mowa o zmartwychwstaniu?).

If I'm a pagan of the good times
My love is the sunlight
To keep the Goddess on my side
She demands a sacrifice
To drain the whole sea


Nasz bohater jest poganinem w czasach, gdzie otaczają go ludzie religijni. Nie jest wierzący, bo uważa kościół za coś toksycznego. Używa nawet zwrotu "Bogini", a jak wiadomo w religii chrześcijańskiej jest tylko jeden Bóg i żadnych pobocznych bożków. Kochanka potrzebuje ofiary, takiej, jak składano w dawnych czasach dla bogów. Bohater mówi, że wysuszyłby dla niej nawet morze (czyżby znowu nawiązanie do jednego z wydarzeń religijnych? Rozstąpienia się wód Morza Czerwonego?)
                                                              Get something shiny
Something meaty for the main course
That's a fine looking high horse
What you got in the stable?
We've a lot of starving faithful
That looks tasty
That looks plenty

This is hungry work

Bohater zwraca się tutaj do władz kościoła, które wywyższają i od ludzi pragną tylko pieniędzy. Mówi on, że jest wielu głodujących wiernych i pyta się, co mają w zagrodzie, chociaż pewnie i tak nie rozdadzą tego potrzebującym. Bohater może też chcieć pokazać dla kochanki prawdziwość kościoła, aby znowu stałą się dawną sobą. Jednak to, co prezentuje kościół jest kuszące i wzbudza apetyt...

No masters or kings when the ritual begins
There is no sweeter innocence than our gentle sins
In the madness and soil of that sad earthly scene
Only then I am human
Only then I am clean
Amen. Amen. Amen.

Bohater zaczął opowiadać o rytuale... no tak, były zbierane ofiary, więc teraz będzie ich złożenie, chociaż okazuje się, że nie ma w nim żadnych bogów ani mistrzów. Chyba wiele osób domyśla się, czym jest ten rytuał (cóż, bohater wypełnił wolę kochanki, czci ją w łóżku). Między nimi nie ma już żadnej niewinności, tylko ich delikatne grzechy. Bohater mimo wszystko czuję się czysty, czuje się człowiekiem. Kończy on wreszcie swoja modlitwę tak, jak ja rozpoczął - Amen.