poniedziałek, 29 grudnia 2014

One-Shot: Rozmowa z własnymi demonami. Jesteś tylko człowiekiem.

Perfekcja. Perfekcja jest rzeczą pożądaną. Perfekcja jest rzeczą nieosiągalną, ale przecież ludzie kochają sięgać po to, czego nie mogą mieć.
Perfekcja. Perfekcja to długi wyraz. Tak długi, jak droga, którą musisz przebyć, aby spróbować ją osiągnąć i później otrzymać tylko nic nie wznoszące rozczarowanie.
Gdy podniesiesz swoje oczekiwania, odczujesz większe rozczarowanie. Jeśli ich nie podniesiesz, nie osiągniesz nic.
Napisz coś dla kogoś. Zrób coś dla kogoś. Przecież oni i tak ci się nie odwdzięczą, A nawet jeśli, przecież i tak o Tobie zapomną.
Jesteś jednokierunkową drogą. Możesz jechać w jedną stronę, jednak już nią nie wrócisz. Twoje decyzje kształtują Ciebie. Kształtują to, jak nisko upadniesz, aby później znaleźć się na szczycie.
Jedyną osobą, której możesz ufać, jesteś ty sam. Przecież wiesz, kiedy kłamiesz, kiedy popełniasz grzech, a inni ludzie? Są perfekcyjni, prawda?
Ty potrafisz zacząć coś, lecz nigdy tego nie skończysz. Nie potrafisz, prawda? Jedyna rzeczą, którą kiedykolwiek skończysz, będzie swoje własne życie.
Dostałeś je, a nie wykorzystałeś go, tak jak powinieneś. Nie wstydzisz się za siebie? Ktoś Ci coś dał, a tym nie potrafisz mu się odpłacić.
Nie potrafisz, jesteś bezużytecznym śmieciem chodzącym po tej ziemi. Niepotrzebnie zajmujesz miejsce w życiu innych. Oh, oni cię nie chcą, bo po co by mieli? Nikt nie lubi porażek.

Ale jesteś tylko człowiekiem.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Merry Christmas!

Witam wszystkie dziubasy. Ah, już za kilka dni święta, Jedzenia, rodzinne grono, prezenty... prezeeeenty. Chyba najlepsza część każdych świąt. Planuję zrobić post organizacyjny, który ukaże wszystko, co dostałam i co uzbierało mi się przez jakiś czas. Może nawet wstawię kilka rysunków, a w najlepszym przypadku jeszcze napiszę opowiadanie. Chociaż co do ostatniego to wątpie, bo teraz zajmuję się moja prywatną książką, której rozdział trzeci muszę skończyć do końca tego roku (ohoho, w sumie został mi tylko ponad tydzień), bo inaczej przegram zakład z przyjaciółką c': (kto by pomyślał, mam jakieś życie towarzyskie). Ogólnie obecnie dobija mnie trochę zdrowie, ale daję radę, miałam już kochaną Wigilię klasową i Jasełka, w których występowałam. Przyznać muszę, że najgorzej nie było, jednak niektóre dziewczyny urwały połowę tekstu, przez co całe przedstawienie było troszeczkę krótsze D:
 W tym poście chciałabym życzyć wam Wesołych świąt, dużo prezentów, radości, ciepłego, rodzinnego grona, aby udało wam się spełnić postanowienia noworoczne, smacznego jaj... em, ups, nie to święto..
Ale tak serio - niech nowy rok będzie dla was lepszy od poprzedniego.


niedziela, 30 listopada 2014

Winna czy niewinna? [tag]

Dzisiaj nietypowo, bo mam dla was tag z dA.  Zobaczyłam go u Orrisy i postanowiła go też zrobić ;u; Zaczynajmy~

ZASADA 1. Możesz powiedzieć tylko "Winna" albo "Niewinna"
ZASADA 2. Nie możesz opowiadać o tych czynach dopóki ktoś cię o to nie zapyta gdzieś w wiadomości.

1. Pytałaś kogoś czy za ciebie wyjdzie?
Winna. (huehuehue)

2. Pocałowałaś jakiegoś znajomego?
Niewinna.

3. Tańczyłaś na stole w barze?
Niewinna.

4. Skłamałaś kiedykolwiek?
Winna.

5. Czułaś coś do kogoś kogo nie mogłaś mieć?
Winna.

6. Kiedykolwiek pocałowałaś kogoś o tej samej płci co twoja?
Niewinna.

7. Pocałowałaś zdjęcie?
Winna.

8. Spałaś do 5 po południu?
Winna.

9. Zasnęłaś w szkole/pracy?
Niewinna.

10. Trzymałaś kiedyś węża?
Winna.

11. Byłaś zawieszona w szkole?
Niewinna.

12. Pracowałaś w barach fast food/restauracjach?
Niewinna.

13. Ukradłaś coś?
Niewinna.

14. Byłaś zwolniona z pracy?
Niewinna.

15. Zrobiłaś coś czego żałujesz?
Winna.

16. Śmiałaś się do momentu, w którym coś co piłaś wyleciało ci nosem?
Winna.

17. Złapałaś płatek śniegu na język?
Winna.

18. Całowałaś się w deszczu?
Niewinna.

19. Siedziałaś na dachu?
Winna.

20. Pocałowałaś kogoś kogo nie powinnaś?
Niewinna.

21. Śpiewałaś pod prysznicem?
Winna.

22. Wrzucono cię do basenu, gdy byłaś ubrana?
Winna.

23. Ogoliłaś sobie głowę?
Niewinna.

24. Spałaś nago?
Niewinna.

25. Jesteś w klubie bokserskim?
Niewinna.

26. Sprawiłaś, że twój chłopak/dziewczyna płakał/a?
Niewinna (nie mam chłopaka ani dziewczyny, ups)

27. Byłaś w zespole?
Niewinna.

28. Strzelałaś z broni?
Winna.

29. Oddałaś kiedyś krew charytatywnie?
Niewinna.

30. Jadłaś mięso aligatora?
Niewinna.

31. Zjadłaś kiedyś sernik?
Niewinna.

32. Dalej kochasz kogoś kogo nie powinnaś?
Winna.

33. Masz tatuaż?
Niewinna.

34. Lubiłaś kogoś, ale nie mówiłaś nigdy kogo?
Winna.

35. Byłaś zbyt szczera?
Winna.

36. Zepsułaś niespodziankę?
Winna.

37. Zjadłaś kiedyś tyle w restauracji, że nie mogłaś potem chodzić bo byłaś nadęta?
Winna.

38. Wymazałaś kogoś z listy przyjaciół?
Winna.

39. Ubierałaś się w męskie ubrania?
Winna.

40. Dołączyłaś do spektaklu?
Winna.

41. Powiedział ci ktoś kiedyś, że jesteś piękna i miał to dokładnie na myśli?
Winna.

42. Nadal masz kontakt ze swoim ex?
Niewinna (nie mam ex c':)

43. Zdradzałaś kogoś?
Niewinna (nie miałam kogo, ups)

44. Byłaś pijana, a następnego dnia miałaś test?
Niewinna.

45. Nieznajoma ci osoba zapłaciła za twój bilet autobusowy?
Niewinna.

46. Byłaś tak zła, że się rozpłakałaś?
Winna.

47. Próbowałaś trzymać się od kogoś z dala dla jego dobra?
Winna.

48. Myślałaś kiedyś o samobójstwie?
Winna.

49. Myślałaś kiedyś o zabójstwie?
Winna.

50. A masowe morderstwo?
Winna.

51. Jechałaś samochodem nieznajomego?
Niewinna.

52. Szpiegowałaś kogoś?
Winna.

53. Masz chłopaka/dziewczynę?
Niewinna.

54. Upiłaś się bardzo w wakacje?
Niewinna.

sobota, 22 listopada 2014

"One-shot", pisany do szkoły #1 (uwaga, dosyć stare)

Ocean Biały, 17.08.1896

Witaj!
 Za Twoją radą wybrałam się na poszukiwanie księgi. Sam wiesz, o co mi chodzi. No cóż, obecnie szczęście mi sprzyja, lecz kilka dni temu otarłam się o śmierć. Życie uratował mi ten marynarz – Sindbad. Kto by pomyślał, taki niepozorny człowieczek a tyle może zdziałać.
 A co właściwie się stało?
Zatrzymaliśmy się w porcie Hallasholm. Spokojne miasteczko sennie przygotowywało się do żniw. Mieszkańcy chodzili od straganu do straganu, co było lekko irytujące, gdy chce się załatwić jakąś ważną sprawę. Mojej załodze i mnie spieszyło się, ponieważ za kilka dni miał być przypływ, czyli jedyne wyjście na przedostania się na drugą stronę Wielkiej Palisady. Zdenerwowana, kazałam moim ludziom rozdzielić się i poszukać podanych przeze mnie rzeczy takich jak żywność, amunicja czy koce. W amoku trudno zrobić coś poprawnie, więc wszyscy z nich przynieśli nie to co trzeba. Oprócz Sindbada, który wykonał swe zadanie stuprocentowo.
 Tak, wiem. Jako kapitan statku powinnam być opanowana i spokojna, ale sam przecież rzadko taki bywasz. Mam prawo wyładować od czasu do czasu emocje.
 Wracając do tego, co się działo.
Jeden z żeglarzy o imieniu Erick usłyszał od przekupki, że na wyspie znajdującej się na północ od wejścia do portu rozbił się statek handlowy. Wielki łup i wielka przynęta na piratów. Muszę przyznać, że w tamtym momencie  moje pragnienie pogoni za złotem było równe pirackiemu. Wszystkie te kosztowności i złote monety przyprawiały mnie o zawrót głowy.
 Marynarze też wykazali się piracką żyłką i już planowali plan działania, bo po co im kapitan? Trudno było ocenić sytuację, lecz w załodze mam chyba jakiś jasnowidzów. Opisali mi wszystko dokładnie, co do joty. Gdzie statek się rozbił, co powinien przewozić i uwzględniając upływ kilku dni – czy otrzymali pomoc.
 Plan więc wyglądał następująco – statek rozbił się na południowym brzegu, ponieważ najgorsze wiry znajdują się właśnie tam. Możliwe, że ma jeszcze kilka materiałów takich jak skóra, lecz większość spieniężyli na targu. Marynarz który usłyszał tę wiadomość, powiedział, że okręt został zniesiony na brzeg dwa dni temu. Oszacowali, że nie otrzymali pomocy, ale jedną z możliwości jest napad piratów na handlarzy. Taki plan wydarzeń wydawał mi się dosyć prawdopodobny i z zadowoleniem słuchałam dalej.
 Postanowiliśmy przejąć łupy (jeśli jakieś zostały) pokojowo. Nie chcemy pakować się w żadne kłopoty, bo mamy mało czasu. Jeśli stawialiby opór, zaszlibyśmy ich podstępem.
 Zaślepiona rządzą złota zatwierdziłam ten pomysł. Wróciliśmy podnieceni na statek i popołudniu  wypłynęliśmy z przystanku. Wszyscy krzątali się po pokładzie jak oparzeni, co przeszkadzało mi w kierowaniu statkiem. Co chwila darłam się na cały głos, gdy któryś z nich upuścił jakieś pudełko z głośnym hukiem lub wdał się w jakąś gorącą kłótnie. Moja załoga czasami potrafi być świetni zorganizowana.
 Jedynie Sindbad posłusznie wykonywał moje polecenia. Z tamtego punktu widzenia było to idealne wynagrodzenie za całą niesubordynację na statku, lecz teraz mam ochotę zmyć z jego twarzy ten głupi uśmieszek.
 Przepraszam Cię, ale zaczęłam pisać o kompletnych głupotach. Przejdźmy do tego co się stało na wyspie.
 W momencie, gdy znaleźliśmy się kilka metrów od wyspy otoczyła nas gęsta mgła. Nagle rozległ się piękny, kobiecy śpiew zapierający dech w piersiach. Instynkt podpowiadał mi, aby nie słuchać pięknej historii śpiewanej przez syrenę. Nadal dziwie się, że rozpoznałam to piękne a zarazem niebezpieczne stworzenie. Swoim głosem mogą omamić wszystkich, co stało się z moją załogą. W strachu oglądałam jak jeden po drugim wskakują do lodowatej wody i zaczynają tonąć w jej odmętach. Niektórzy jednak zachowali czujność i zatkali swoje uszy, aby nie słyszeć kłamstw śpiewanych przez kobietę – rybę. Jednym z nich był Twój nieszczęsny Sindbad. Naprawdę nie wiem, co skusiła Cię do przydzielenia do do mojej załogi.
 Ja sama stałam i próbowałam zapanować nad statkiem, która kołysał się coraz bardziej na rozburzonych falach. Na pokład wlewała się już woda, a ci, którzy ocalali biegali po wiaderka. Sindbad skierował się w stronę otworu który prowadził do łodzi ratunkowych. Nie panując już nad statkiem pobiegłam za nim. Moim sercem szarpała rozpacz i żal. Czułam się jak matka, która straciła właśnie dziecko. Maja piękna Reva powoli traciła swój urok, gdy fale rozbijał się o jej boki pozostawiając tam wielkie dziury.
 Tymczasem ja, jak złodziej uciekałam stamtąd i zaczęłam gonić Sindbada, głównie z jednego powodu – na statku była tylko jedna łódź ratunkowa, a każdy chciał ratować siebie. Po krótkiej konwersacji oboje postanowiliśmy wsiąść. Żeglarz wysunął i spuścił łódkę do wody. Wtedy zaczęła się nasza walka z falami, którą wygraliśmy. Ostatnim widokiem zanim opuściliśmy mgłę, był mój tonący i rozpadający się statek.
 Właśnie w taki o to sposób siedzę w noclegu „Po kotłem” i piszę do Ciebie list. Zostałam właściwie z niczym. Ten fałszywy Sindbad zdążył zabrać ze sobą część mojego złota, a gdy przybyliśmy do portu zniknął z nimi bez śladu. Jednak wybaczyłam mu w połowie – jednak uratował mi życie pomagając wiosłować. Pokój kupiłam za własne oszczędności.
 Muszę przyznać, że dostałam nauczkę. Nie powinnam podążać zawsze za górą złota i nigdy Tobie nie ufać.

Twoja stara znajoma
Diana

Ps.: Odkupujesz mi moją pelerynę Diable, bo to wszystko to Twoja wina.

wtorek, 4 listopada 2014

One-shot: Anna

Ciemność.
Pierwsze co widzę, to ciemność. Żadnego światła. Tylko sama, pożerająca smolista czerń. Powinnam cieszyć się chociaż jej obecnością, bo tylko ona dzieli ze mną moje więzienie. Czuję ściany. Szorstkie i zimne. Nienawidzę ich. Nienawidzę ich. Nienawidzę ich.
Słyszę głos mamy. Mama nie istnieje. To ja wołam. Wołam do pustki, która odbija tylko moje echo.
Anna Anna Anna Anna
Nienawidzę brzmienia tego imienia. Jest podłe i suche. A-n-n-a. Wydaje mi się znajome. A-n-n-a. Czemu wydaje mi się znajome... Tak.. nie... znajome....
Anna Anna Anna Anna
Znowu wołam na cały głos. Echo rozbija się w moich uszach. Nienawidzę echa. Przynosi zawsze to samo imię. Ściany są wszędzie. Ona jest wszędzie. Wszędzie. Nienawidzę wszędzie. Wszędzie nosi wiele imion, ale dla mnie jest to po prostu wszędzie. Nienawidzę wszędzie za to, że jest takie nudne.
Annaannaannaannna
Wołam szybciej. Nienawidzę robić niczego szybciej. Szybciej mija czas. Czas jest szybki. Nienawidzę więc i czasu. Czas zamknął mnie tutaj. Tutaj. Nienawidzę tutaj, bo tutaj jest czasem. Który umarł już dawno temu. Nienawidzę tutaj i czasu.
Annnnnnaaaaaaaa
Nic nie mówiłam. Nic. Kocham nic. Jest takie czyste. Bezkresne. Nie rozpamiętuje. Nie przemija. Nie ma ścian. Nie ma ich. Nie ma echa. Nigdzie nie ma wszędzie. Nic jest nigdzie. Nic nie starzeje się. Nie rani. Trwa. Po prostu trwa.
A może nic jest wszędzie. Ale gdzie wtedy jest wszędzie... Wszędzie jest cisza... cisza ma najgłośniejsze echo. Czyli najgorsze jest nic...
Co jest najlepsze?
Anna?
Anna?
Anna
anna
Co to Anna?


niedziela, 19 października 2014

Quando iudex est venturus


Places, places

Get in your places
Throw on your dress and put on your doll faces
Everyone thinks that we're perfect
Please don't let them look through the curtains


Rozdział Piąty

Zapukałam jeszcze kilka razy, jednak nadal nie dostawałam odpowiedzi. W całym domu panowała cisza. Pustka. Żadnej żywej duszy, gdy ja się nawet do nich nie zaliczałam. Nie wiedziałam, czy miałam martwić się zamkniętymi drzwiami i braku kogokolwiek, bo nic nie mówiło mi, co mam robić. Byłam bardziej pusta od mojego domu. Nie wiedziałam, jak być człowiekiem z uczuciami i emocjami.Coś podpowiedziało mi, że opuściłam dzisiejsze zajęcia z baletu, więc mama mogła pojechać mnie szukać. Pomyślałam, co by zrobił ktoś żywy na moim miejscu. No tak, zadzwonił do mamy i powiedział jej, że wszystko jest w porządku i aby się nie martwiła. Elynn miała kiedyś podobną sytuację, której byłam świadkiem.
Zaczęłam grzebać w w kieszeniach mojej grubej marynarki, gdzie powinien znajdować się mój telefon. Właśnie, powinien się znajdować. Prawdopodobnie wypadł mi przy upadku, lub zostawiłam go u tego chłopaka, Dagona. Gdybym coś czuła, byłabym zdenerwowana. Obserwowałam kilka razy, kiedy ludzie byli czymś rozjuszeni. Może to nie są przyjemne emocje, ale mimo wszystko to emocje. Człowiek nie może od nich uciec, bo jest już tak stworzony.
Przypomniałam sobie o telefonie stacjonarnym. Powoli zaczęłam iść w kierunku schodów prowadzących do salonu. Podłoga skrzypiała cicho pod moimi stopami, z których jeszcze nie zdjęłam butów. Sama z siebie od razu nie pamiętałam, że coś takiego powinnam zrobić.
Zeszłam ze schodów i kątem oka zauważyłam ruch w oknie. Mój instynkt samoobronny podpowiadał mi, żeby...
A, właśnie, ja go nie miałam.
Po prostu poszłam po telefon, który leżał jakby na mnie czekał. Wystukałam numer mamy i zadzwoniłam. Po kilku sekundach usłyszałam jej głos w słuchawce.
 - Halo, Aurora? Słonko, co się stało? - Ciekawe, skąd wiedziała wtedy, że to ja dzwoniłam.. - Dzwoniła pani Blachard, mówiła, że nie było cię na dzisiejszych zajęciach...
 Pani Blanchard była moją nauczycielką baletu. Uczyła mnie już od dobrych pięciu lat. Nie wiem ile ma już lat, ale na każdym zdjęciu wygląda prawie tak samo, nawet na tych sprzed 20 lat. Niektórzy uczniowie śmieją się i mówią, że jest nieśmiertelna, a żyje tylko po to, aby zatruwać życia innych. Może kiedy pracowaliśmy w grupie nie była zbyt miła, jednak gdy ma się z nią prywatne lekcje, jest całkowicie inna.
 - Mamo, nic się nie stało. Jestem w domu. - Okej, coś wykombinowałam.
 - Oh... a co z zajęciami baletu?
 No i wpadłam. Co do wymówki, to nie miałam żadnej. Nie mogłam przecież jej powiedzieć, że zemdlałam i jakiś obcy chłopak zabrał mnie do swojego domu. Ty by było chyba dziwne.
Powiedz jej, że zapomniałaś zrobić projekt na angielski i musiałaś iść do Elynn. Świetnie przecież kłamiesz. - O, witaj znów Mistrzu. - Ups, wypowiedziałam to na głos i to jeszcze do mamy.
 - Aurora, halo?
 - Oh.. musiałam zajść do Elynn, bo zapomniałam z nią zrobić projekt na angielski. - Coś wewnątrz mnie miało nadzieję, że mi uwierzy. Prawdopodobnie był to Mistrz, który na szczęście nie opuścił mnie w takiej chwili.
 - Wystraszyłaś mnie... nie było cię od 3 godzin... mogłaś chociaż zadzwonić kochanie... - Jechała samochodem, bo głośnie odgłosy ulicy zakłócały rozmowę.
 Pozostała kwestia zgubionego telefonu. Akurat tutaj był większy problem. Nie wiedziałam, czy iść go poszukać, bo musiałabym znowu zajść do Dagona. Coś mi w nim nie pasowało, nawet jeśli nie odczuwałam niczego. To było coś... coś... nadludzkiego. Mój dziwny instynkt podpowiadał mi, że nie był normalny, wystarczyło, że do mnie poszedł, a ja... nagle "ożywałam". Jednak gdy znikał z pola widzenia wszystko wracało do pustej normy. Mistrz dawał mi ostrzegawcze sygnały, gdy moje myśli jakimś cudem kierowały się w stronę tego chłopaka, więc zapewne nie powinnam pogłębiać tego tematu.
 Lecz co poradzić, kiedy nie potrafisz nic odczuwać, a ciągnie cię czysta ciekawość jak to jest żyć. Czuć. Nie być tylko pustą marionetką, którą każdy może kontrolować.
- Aurora... muszę jeszcze zajechać do przyjaciółki... powinnam być za godzinę... Sancte Michael Archangele, defende nos in proelio...
Rozłączyła się.

środa, 8 października 2014

"Gdybyś mnie zastał śpiącego, nie wahaj się mnie obudzić. Byłoby głupio, gdybyśmy się nie spotkali z powodu jednej minuty, nie uważasz?"

jestem zmęczona
Witajcie. Dzisiaj chciałabym po prostu napisać o tym, co ostatnio dzieje się w moim życiu. Nie jest zbyt wesoło, jeśli chodzi o moje zdrowie. Przez ostatnie dni czułam się okropnie, i w sumie nadal nic się nie zmieniło. Jestem teraz jednym wielkim kłębkiem nerwów, co mi wcale nie pomaga. Ogólnie jestem osobą, która okropnie boi się chorób i śmierci. Jeśli coś mi dolega, to od razu panikuję. Niestety pokarano mnie słabą psychiką.

"Właściwie nie boję się nieznanego. Tylko trochę szkoda mi tracić to, co znam."

 Przejdę do ostatnio "popularnego tematu" - śmierci pani Ani Przybylskiej. To smutne, że teraz zyskała taki rozgłos, akurat wtedy, kiedy go nie potrzebuje. Ostatnio jako lekturę miałam "Oskara i Pani Różę", która jest piękną książką. Porusza bardzo bliski mi temat (pewna osoba w mojej rodzinie jest obecnie w ciężkim stanie i niestety choruje na raka). Muszę się przyznać do tego, że płakałam przez cała książkę. Jeden z cytatów umieściłam nawet w tytule.
 Wróćmy do mnie jeszcze na jedna chwilę. Poszłam teraz do gimnazjum, ogólnie jest zajedwabiście, lubię moją klasę, nauczyciele są spoko (niekiedy nawet nie przychodzą na lekcje c':). Tylko to zdrowie mi dokucza. Najgorsze jest to, że ja już mam w pewnym momencie tego wszystkiego dość. nie mam już siły ogarniać podstawowych rzeczy. Sił psychicznej, bo fizycznie jeszcze jakoś daje radę.

"(…) życie to taki dziwny prezent. Na początku się je przecenia: sądzi się, że dostało się życie wieczne. Potem się go nie docenia, uważa się, że jest do chrzanu, za krótkie, chciałoby się niemal je odrzucić. W końcu kojarzy się, że to nie był prezent, ale jedynie pożyczka. I próbuje się na nie zasłużyć."

 Spokojnie, nie mam żadnych myśli samobójczych czy coś, po prostu chciałabym chociaż raz odpocząć od wszystkiego, co mnie ostatnio spotyka. I pewnie znajdą się osoby, które powiedzą "Inni mają gorzej, nie powinnaś narzekać". No cóż, ale mnie nie obchodzi życie innych, tylko moje. I mam nadzieję, że dam radę je uporządkować i wreszcie zacznę prowadzić "normalny tryb". Aby nie zostawiać was z tylko moimi przemyśleniami i bólami, dam kawałek kolejnego rozdziału Marionette i kilka rysunków, które ostatnio narysowałam.

"Zapukałam jeszcze kilka razy, jednak nadal nie dostawałam odpowiedzi. W całym domu panowała cisza. Pustka. Żadnej żywej duszy, gdy ja się nawet do nich nie zaliczałam. Nie wiedziałam, czy miałam martwić się zamkniętymi drzwiami i braku kogokolwiek, bo nic nie mówiło mi, co mam robić. Byłam bardziej pusta od mojego domu. Nie wiedziałam, jak być człowiekiem z uczuciami i emocjami."

Rozdziału spodziewajcie się w-sumie-nie-wiem-kiedy-ale-postaram-się-szybko-go-napisać.

Prace są też na moim dA - http://littleshaane.deviantart.com/

Trzeci już re-color basic'a Varii c':

Ogólnie może pożegnam was pozytywnym akcentem. Złożyłam zamówienie na Yatta.pl, które powinno przyjść już w tym tygodniu <3 Zamówiłam w pizdu przypinek, 3 mangi i magazyn Smash! nr.2. Postaram napisać się posta o zawartości i ją trochę ocenić, gdy do mnie dotrze. A tym czasem żegnam się z wami, życzę powodzenia, do następnego wpisu.